Droga do spokoju

„2025 — rok burz, spokoju i kobiecej energii”

Rok, który by mnie okiełznać, musiał mnie zatrzymać

Ten rok nie przyszedł z hukiem.
Przyszedł cicho.
Jak oddech, którego na początku nawet nie zauważyłam.

A potem przyspieszył.
Rozpędził się jak kolejka, która nie pyta, czy jestem gotowa — po prostu ruszyła.
I zanim zdążyłam się obejrzeć, byłam w środku zdarzeń, emocji, lęków, bliskości i zmian, których wcześniej nawet nie umiałam nazwać.

Po początkowym spokoju — takim zwyczajnie dobrym — przyszedł strach.
Ten, który ściska gardło i odbiera sen. Nasz czworonożny przyjaciel otarł się o granicę życia i śmierci. Czas zwolnił, serce biło inaczej, a każda minuta ważyła więcej niż zwykle.
Gdy po miesiącach usłyszeliśmy, że jest zdrowy, coś we mnie też odetchnęło. Jakby Wszechświat na chwilę powiedział: jeszcze nie teraz, jeszcze zostań.

Były też kobiety.
Moje kobiety.

Ich śmiech, rozmowy do późna, cisza, w której nie trzeba nic tłumaczyć. Gdańsk, woda, wiatr i to uczucie, że wracam do siebie. Jakby kobieca energia w połączeniu z wodą przypominała mi, kim jestem pod wszystkimi rolami. I jak bardzo tego potrzebuję, kiedy na co dzień otacza mnie świat męskiej energii — konkretu, działania.

W międzyczasie przyszły burze.
Takie prawdziwe — w środku.
I moment, w którym ciało powiedziało: dość.

Zabrało mi nogę.
Ruch.
Sprawczość.
Niezależność.

Położyło mnie w miejscu, z którego nie dało się uciec. Ani w przysłowiowe Bieszczady, ani w działanie, ani w milczenie.

Leżałam i musiałam mówić.
Musiałam przyznać, co boli.
Co uwiera.
Czego nie chcę.
Jak bardzo jestem zmęczona byciem dzielną.

Byłam jak zwierzę w potrzasku — bezradna, naga emocjonalnie, prawdziwa.
I właśnie wtedy zostałam usłyszana.
I wtedy też ja zaczęłam słuchać.

Zobaczyłam obok siebie mężczyznę, który nie uciekł. Który został. Który dawał mi czas, nawet gdy było trudno. Który pytał nie „co zrobić”, ale: jak ty chcesz? czego ty potrzebujesz?

To był moment, w którym coś między nami zaczęło się przestawiać.
Cicho.
Powoli.
Na nowo.

Po burzy przyszło przewietrzenie i słońce.
A po nim — zmiany.

To, co stało w miejscu latami, zaczęło się ruszać. Dom, decyzje, rozmowy, plany. Rzeczy, które robiliśmy sami — z błędami i śmiechem — ale razem. Remonty i wspólne cele. Nagle nie byłam już sama w marzeniach. Byliśmy w nich razem.

Były podróże.
Kobiece.
Rodzinne.

Z siostrą — intensywne do granic zmęczenia i wglądu. Takie, po których wraca się innym człowiekiem. Z mniejszą potrzebą mówienia. Z większą zgodą na ciszę. Z lustrem, które pokazuje, gdzie jeszcze chcę mieć rację — i gdzie mogę ją odłożyć.

Był też Kraków z Kopcem Kościuszki i Przemyśl z podziemnymi korytarzami, które mówiły do nas szeptem. Kobieca przyjaźń, bliskość i energia, która ładuje moje baterie jak nic innego na świecie.

Było też zdrowie innych.
Szpitale. Diagnozy. Rodzina.
Oparcie. Pomoc.

I kolejne małe, wielkie zmiany.
Pomoc przyjęta.
Pomoc dana.

Ja za kierownicą — bez lęku, bez napięcia, bez historii, które kiedyś mnie blokowały. Po prostu jazda. Z lekkością. Jakby coś we mnie puściło na dobre.

Świętowanie roku bez papierosa.
Oddech, który jest nie tylko życiem, ale harmonią, spokojem i spotkaniem ze swoim wewnętrznym ja jestem.

I teraz — koniec roku.
Dwanaście dni.
Dwanaście marzeń.
Ogień.
Zaufanie.
Oddawanie kontroli.

Jedno marzenie zostawione dla siebie.

Po całym roku przyszło ogromne zmęczenie.
I jest we mnie zgoda.
Na zmęczenie.
Na odpoczynek.
Na to, że nie muszę już nic udowadniać.

A na nowy rok wiem, czego chcę.

Chcę spokoju.
Chcę relacji głębokich i prawdziwych.
Chcę rozmów, które prowadzą bliżej i głębiej — które nie oddalają, a scalają.
Chcę ludzi życzliwych i dobrych. Kobiet blisko. I kogoś, z kim można iść na kawę.
Chcę obfitości — w relacjach, miłości, zdrowiu i pieniądzach.
Chcę pisać — i chcę, żeby te słowa trafiały tam, gdzie są potrzebne.

Dziś mam w sobie ciszę, która nie jest pustką.
Mam spokój, który nie jest ucieczką.
Mam obok męża-przyjaciela, który akceptuje mnie taką — czasem trudną, czasem marudną — i potrafi mnie rozśmieszyć nawet wtedy, gdy jest ciężko. Dziękuje, że jesteś i kocham całym sercem.

I mam poczucie, że ten rok — choć potargał — ułożył mnie bliżej siebie niż kiedykolwiek wcześniej.

Dziękuję każdej osobie, która znalazła się na mojej drodze w tym roku — za każdą rozmowę, za każdą dobrą i trudną chwilę, która mnie budowała, uczyła i rozwijała. Za obecność — tę głośną i tę cichutką, która niczym delikatny szept przypominała, że nie jestem sama. Za każdy moment, który mówił: ‘Pamiętaj, że jesteś ważna’. Dzięki Wam ten rok był pełniejszy, prawdziwszy i wyjątkowy. Jestem Wam za to ogromnie wdzięczna.

2026 — szykuj się. Jestem na Ciebie gotowa.
Będzie pięknie.
Dziękuję, 2025. Za wszystko.

📌 A Ty — za co dziękujesz 2025? Co zabierasz ze sobą do nowego roku? Podziel się w komentarzu