Rozwojowe rozkminki

Który ty już raz …?

Cześć, drogi Czytelniku.
Dzisiaj chciałbym Ci opowiedzieć o czymś, co wywarło na mnie niesamowite wrażenie i dało dużo do myślenia — a mianowicie o fragmencie z książki Ewy Woydyłło „Zakręty życia”.
Pozwól, że go tu przytoczę. Jest tak genialny, a jednocześnie mądry w swojej prostocie, że jeśli będę o nim pamiętać, wiele sytuacji stanie się dla mnie lżejszych — a przynajmniej nie będę się już tak surowo oceniać i chłostać myślami, jaka to ja niemądra jestem.

Fragment, który zostaje na długo

*„Miałam może osiem lat. Spłakana wróciłam do domu, od progu zawodząc: 'Co ja narobiłam! Stenia już nigdy nie będzie się ze mną bawić’.
Mama na to spokojnie, znad papierosa: 'No to siadaj i opowiadaj’.
– Mamo, ja na nią naplułam, zabrałam jej kanapkę i wyrzuciłam do śmietnika.
– Okropnie się zachowałaś, niezależnie od tego, o co poszło. Ale poczekaj, powiedz mi: Który ty raz żyjesz?
Ja na to, chlipiąc:
– Jak to który? No pierwszy.
– To skąd miałaś wiedzieć?

Wyszłam kiedyś za mąż na trzy dni za pewnego profesora, a potem też uciekłam, becząc, do mamy.
Ona oczywiście zadała mi to samo pytanie: 'No dobrze, a który ty raz…?’
– Wiem, mamo, wiem, dlatego tak bardzo się nie martwię.
Zdaje się, że nawet nas rozśmieszyłam, dodając: 'W każdym razie, drugi raz za niego już nie wyjdę…’”*

Nierzadko zdarza się, że pluję sobie w brodę, bo coś zawalę albo źle postąpię, ale wtedy prędko mówię sobie: „Hej, który ty raz żyjesz?… Spokojnie, następnym razem postąpisz lepiej.”
I faktycznie — następnym razem jest lepiej.*

Czyż to nie jest najlepsze, co mogłaś dziś usłyszeć?

Ja czytałam ten fragment parokrotnie, raz za razem, myśląc sobie: „Łał, jakie to genialne.”
No bo który raz ja żyję, żeby wymagać od siebie bycia we wszystkim najlepszą?
A gdzie prawo do niewiedzy, do nauki, do popełniania błędów?
Czy rzeczywiście wszystko zawsze musi być perfekcyjne?

Dzisiejsze czasy są wręcz naszpikowane idealnymi żonami, matkami, kochankami.
Nawet twarze mamy nieraz jak spod kserokopiarki — do tego idealne biusty i wcięcia w talii od linijki.

Jestem wdzięczna za to, że przyszłam na świat w czasach, gdy nie było tych internetów i socjali, i tego pędu do bycia zawsze „naj”.
I nawet mnie te trendy nie pociągają.
Nie czuję potrzeby bycia jak ktoś inny — za to jestem ciekawa, kim w tym życiu jestem ja.

Pierwszy raz

Jest wiele teorii co do tych naszych żyć i wędrówek, ale z perspektywy mojego dzisiejszego człowieka — to jestem tu i teraz, żyjąc sobie pierwszy raz.
Jest on moim jedynym i niepowtarzalnym doświadczeniem dzisiaj.
Bo nawet jeśli tych żyć jest więcej, to i tak nie pamiętam poprzednich.
Więc — który raz? No pierwszy.

I dlaczego, gdy zrobię coś, co nie przystoi, coś, co sprawi komuś przykrość — z rozpędu, ze złości — nie umiem się w tym niejako ukochać?
Nie umiem poklepać się po ramieniu, mówiąc:
„Miałaś prawo nie wiedzieć. A następnym razem będziesz mądrzejsza o to doświadczenie i z tą wiedzą podejmiesz inną decyzję.”

Proste. Niby to wiemy, prawda?
A jednak — jedziemy po sobie, wyzywając się w myślach od najgorszych.
Zarywamy noce, denerwując się, bo coś powiedzieliśmy…
No stało się. To jest lekcja, którą warto przyswoić i wyciągnąć wnioski.
To jest życie.

Może inaczej…
Zamiast za każdym razem siebie oceniać, warto siebie zapytać: „Który ty raz żyjesz?”
I dać sobie prawo — do pierwszych razów, do niezręczności, do nieumiejętności.
Może warto siebie częściej przytulić niż osądzić.
Bo jeśli życie naprawdę dzieje się pierwszy raz — to przecież uczymy się go dopiero smakować.
Kęs po kęsie.
Czasem gorzko, czasem słodko.
Ale zawsze prawdziwie.

I oni też pierwszy raz…

I moi rodzice…
Do których czasem miałam tyle żalu i pretensji — bo mi nie dali, bo dali za mało, albo nie tak, jak sobie to wyobrażałam.
Ale czyż oni też nie szli tą drogą po raz pierwszy?

Nie dziwimy się sobie, gdy będąc gdzieś pierwszy raz, gubimy drogę.
A chcemy przeżyć życie tak, jakbyśmy robili to już setny raz, nie dając sobie prawa do błędów.

Więc daj sobie to prawo.
Bo który to już raz, żeby siebie tak źle traktować?

Więcej łagodności.
Bo pierwsze razy bywają trudne.
Bądź dla siebie dobra.
I bądź wyrozumiała dla tej matki, ojca, brata…
Oni też żyją po raz pierwszy.
I czasem — tak jak Ty — nie wiedzą.

Żyj.
I ciesz się.
Bo pierwsze razy są… magiczne.


Na koniec
Zostawiam Cię, mój drogi Czytelniku, z myślą: „Który ty już raz żyjesz…”
I z całego serca polecam Ci książkę Ewy Woydyłło „Zakręty życia”.

Może warto dziś usiąść choć na chwilę w ciszy i spojrzeć na siebie z łagodnością.
Zadać sobie to jedno, proste pytanie — bez oceny, bez presji, bez pośpiechu.
A potem spojrzeć tak samo na innych.
I przypomnieć sobie, że każdy z nas stawia kroki po raz pierwszy.
I że każdy zasługuje na odrobinę zrozumienia.