Bo ja wiem lepiej…

Cześć, drogi Czytelniku.
Choć dawno nic tu nie publikowałam, jestem — i cały czas się rozwijam i poznaje siebie. Czy słyszałaś o EFT metodzie pracy z emocjami? Ja wciąż zgłębiam temat: jak bezpiecznie przeżywać i uwalniać uczucia, jak oswajać stres i wracać do siebie.
A pamiętasz też artykuł, w którym wspominałam o książce Mel Robbins Pozwól im? Mam ją już i studiuję z uważnością. Mam nawet swój codzienny rytuał — wychodzę na spacer, włączam jeden rozdział i układam w sobie to, co usłyszałam. Ta książka naprawdę porządkuje mi głowę i pomaga w akceptacji.
Zastanawiasz się, dlaczego łączę tutaj te dwa tematy? ja też:-) — „pozwalanie” i „uwalnianie”. Teoria z książki mówi o akceptacji, a EFT o oczyszczaniu przestrzeni w sobie. Coś jednak podpowiada mi: pisz, pisz… spokojnie, za chwilę wszystko się połączy.
Więc piszę. A serce dyktuje.
Gdy „wiem lepiej” spotyka się z rzeczywistością
Ostatnio miałam kilka ciekawych rozmów i złapałam się na tym, jak bardzo chciałam, by było „po mojemu”, bo przecież ja wiem lepiej. To zabawne — szczególnie w kontekście nauki o pozwalaniu innym być sobą — że właśnie wtedy włączył mi się mój wewnętrzny ratownik, który zawsze „wie lepiej”.
Ale dobrze… bądźmy dla siebie dobrzy.
To mnie poruszyło. Zaczęłam biec w myślach przez różne tematy, zastanawiając się, skąd tyle irracjonalnych reakcji. I w końcu dotarło do mnie coś ważnego: przejrzałam się w swoim własnym lustrze. Po drugiej stronie rozmowy spotkałam osobę, która — tak jak ja — „wie, jak ma być” i nie chce dopuścić do siebie niczego innego. Ja uważałam, że powinna inaczej. Ona, że chce po swojemu.
Notabene, to już nie pierwsza taka osoba, którą spotkałam w życiu. Do tej pory zwykle jedynie się irytowałam, nie zastanawiając się, dlaczego czuję to, co czuję. Nie pochylałam się nad tym aż do teraz. I było to zrozumiałe — spojrzenie takiej prawdzie w oczy nigdy nie należy do najłatwiejszych.
Lustro, które nie osądza — tylko pokazuje
Przepiękne jest to, że mała, niewinna rozmowa potrafiła pozwolić mi przejrzeć się w lustrze własnych zachowań. Obnażyła mnie — moje narzucanie się, moje „ja wiem lepiej”, moje przekonanie, że mam odpowiedź na wszystko. Pokazała, jak bardzo irytuję się, kiedy ktoś nie chce skorzystać z moich rad, choć przecież ja wiem, ja sprawdziłam, ja jestem pewna, że działa.
Czyżby?
Bo nawet jeśli coś wiem, nawet jeśli doświadczyłam na sobie działania jakiejś metody… to niby jakim prawem próbuję narzucać komuś swój sposób widzenia świata? Czy nie lepiej — tak po prostu być — i zajmować się sobą?
Może wystarczy być światłem, obecnością, przykładem.
Nie gderaczem, który poucza i wie najlepiej.
Może ktoś ma inną ścieżkę i wcale nie powinien iść na skróty. Nie jest mu pisana droga, którą ja idę. Jego własna jest dla niego wystarczająco dobra i wygodna.
Pozwól im żyć po swojemu.
Pozwól im patrzeć na świat innymi oczami.
EFT — delikatne otwieranie drzwi w głąb siebie
Gdy w mojej głowie przelatywało mnóstwo myśli, przyszło do mnie EFT — Emotional Freedom Techniques, czyli Technika Emocjonalnej Wolności.
To metoda pracy z emocjami, łącząca elementy psychologii, akupresury i uważności. Polega na delikatnym opukiwaniu wybranych punktów na ciele, przy jednoczesnym skupieniu się na trudnej emocji, myśli lub wspomnieniu.
To metoda, która uczy, że uczucia nie przyszły po to, by je zatrzymywać czy tłumić, ale by je zauważyć, nazwać i pozwolić im odejść. A ja dzięki niej mogłam spotkać się ze sobą na prawdziwie głębokim poziomie.
Głębokie drążenie. I odkrycie prawdy.
Po jednej, z pozoru niewinnej wymianie zdań, potrzebowałam kilku dni, żeby wszystko przepuścić przez siebie. Najpierw szukałam śladów tego napięcia w dzieciństwie, potem w różnych osobach i sytuacjach, które nosiły podobny wzorzec. Opukiwałam, drążyłam, schodziłam coraz głębiej, pytając samą siebie:
co mnie tu tak uwiera?
co boli?
Aż w końcu zobaczyłam w mojej rozmówczyni… siebie.
Swój upór.
Swoje „ja wiem lepiej”.
Nie dokopałam się jeszcze do samego źródła i nie wiem czy jest mi to potrzebne, ale jestem jej ogromnie wdzięczna. Dzięki tej sytuacji stanęłam twarzą w twarz z własną prawdą. Zobaczyłam, że tak naprawdę nie akceptowałam odmiennych zdań. Widzę to na co dzień — jak bardzo chcę, by moje było na wierzchu. Jak nie lubię być pouczana, a jednocześnie z łatwością udzielam rad innym. Jak denerwuje mnie, gdy ktoś próbuje mnie przekonać… a przecież sama często chcę przekonywać.
Zadziwiające.
I trochę wstydliwe.
Ale prawdziwe.
Pozwól im. Pozwól sobie.
To właśnie w takich momentach poznajemy siebie — przeglądając się w ludziach i sytuacjach. I wtedy wraca do mnie teoria „pozwól im”.
Daj przestrzeń innym, do bycia innymi.
Pozwól im nie korzystać z Twoich rad.
Pozwól im podejmować własne decyzje.
A sobie pozwól czasem poczuć dyskomfort, kiedy im towarzyszysz… i mimo to ucz się akceptacji odmienności.
Bo może właśnie o to chodzi w tej całej drodze:
- by uwalniać to, co w nas uwiera,
- by pozwalać płynąć temu, co chce płynąć,
- by przyjmować to, co przychodzi — bez ulepszania i naprawiania świata na siłę.
Może prawdziwa wolność zaczyna się tam, gdzie spotyka się emocja z akceptacją.
Gdzie uwalnianie spotyka się z pozwalaniem.
Gdzie ja spotykam… siebie.
I uczę się od nowa najważniejszej lekcji:
Pozwól im być sobą.
Pozwól sobie być sobą.
A reszta — przyjdzie.
I tak krok po kroku uczę się przyjmować tę lekcję w codziennym życiu
Spotkanie z niewygodą — i przestrzeń na zmianę
Dziękuję sobie za to, że odważyłam się spojrzeć głębiej — w te zakamarki mojego „ja”, w których bywa niewygodnie. Pozwoliłam sobie poczuć tę niewygodę i uznać, że właśnie taka jestem. I może dopiero dzięki temu zobaczeniu mogę naprawdę wybrać inaczej.
Zrozumiałam, że nie muszę odpowiadać na każde słowo. Nie muszę udzielać rad. A już na pewno nie muszę nikogo ratować.
Jest tylko jedna osoba, za którą mogę wziąć pełną odpowiedzialność — ja sama.
To trudna lekcja. Taka, przy której robi się ciasno w klatce piersiowej, a ciało nie do końca wie, co z tym zrobić. A jednocześnie… to lekcja niesamowicie uwalniająca. Otwierająca przestrzeń. Dająca możliwość zmiany.
Teoria uczy mnie odpuszczania, a EFT pomaga przepuszczać przez ciało ten subtelny dyskomfort, który pojawia się, gdy wybieram coś innego niż dobrze znany, automatyczny nawyk.
Bo każdy z nas ma swoje utarte ścieżki — tak oswojone, że zmiana potrafi wywołać bunt w ciele.
Ciało kocha to, co znane. Działa z miejsca, które pamięta.
A ja uczę się, krok po kroku, delikatnie, że mogę działać z innego miejsca.
Z miejsca większej obecności i większego spokoju.
Na końcu chcę po prostu podziękować moim nauczycielkom, towarzyszkom, przyjaciółkom. Dzięki Wam mogę zobaczyć siebie prawdziwą. Czasem to uwiera, czasem boli, ale jest bezcenne.
Dziękuję za każdą rozmowę i za jej brak. Wszystko po prostu jest — a od nas zależy, co z tym zrobimy, jak zareagujemy i co weźmiemy z tych interakcji.